PL RU EN
;

"Opowiem o mojej babci…" Kariny Dobrowolskiej

Zdobywczyni wyróżnienia w literackim konkursie herstorycznym 2013 w kategorii Szkół Ponadgimnazjalnych.

706637_20399484
Źródło: www.sxc.hu

Opowiem o mojej babci…

Karina Dobrowolska, Zespół Szkół Rzemieślniczych i Kupieckich Morzeszczyn (godło: Rzemieślnik1)


Opowiem o mojej babci, która przeżyła pół ubiegłego wieku i część obecnego. Od urodzenia mieszkała na wsi i doprawdy – jako dziecko nie miała dzieciństwa. Były to czasy, kiedy na wsi nie było elektryczności, w domu nikt nie miał pralek, lodówek, zmywarek, a nawet kuchenek gazowych. Wszystkie podstawowe czynności trzeba było wykonywać ręcznie. Babcia wychowywała się w rodzinie wielodzietnej, więc pracy miała bardzo dużo. Jedynym źródłem utrzymania była gospodarka, czyli uprawa roli i hodowla zwierząt, wówczas – bez mechanizacji. W związku z tym w prace w gospodarstwie angażowano oprócz rodziców również dzieci i to od najmłodszych lat.
Tak więc, moja babcia już jako dziecko często wykonywała zajęcia przeznaczone dla dorosłych, szczególnie w czasie wakacji, kiedy było nasilenie prac polowych. Obowiązki miała od świtu do samego wieczora: pole, gospodarstwo, ogródek, opiekowanie się młodszym rodzeństwem, gotowanie, porządki domowe. Tak naprawdę nigdy nie miała dla siebie czasu wolnego, bo poza zajęciami w gospodarstwie jeszcze musiała znaleźć czas na naukę. Do szkoły babcia miała ponad trzy kilometry,  w domu był tylko jeden rower, więc codziennie chodziła wraz z rodzeństwem pieszo, a w zimie ojciec woził ich saniami przez zaspy. Często lekcje odrabiało się przy świetle świec.
Praca i bieda  w tamtych czasach były na porządku dziennym. W gospodarce każde ręce przydawały się do pracy, nawet dziecka, czas na zabawę znajdowało się dopiero wieczorem, a przecież zostawały do odrobienia jeszcze lekcje. Jednak tak trudne warunki do nauki nie zraziły babci do ukończenia szkoły, najpierw podstawowej, potem rolniczej. Zdobyła nawet prawo jazdy – nie tylko na samochód, ale również na motocykl i traktor, bo czasy zaczęły się zmieniać. Na wsiach coraz bardziej popularne stawały się urządzenia mechaniczne, konie zaczęły być zastępowane ciągnikami, wraz z elektrycznością pojawiły się maszyny silnikowe ułatwiające różne prace w domu i gospodarstwie. Również życie mojej babci się zmieniało, wyszła za mąż, urodziła czwórkę dzieci, ale nadal związana była z wsią, gdyż teraz wraz z mężem pracowali na własnym gospodarstwie. Jednak, pomimo że posiadali już ciągnik i inne maszyny, zajęć nadal nie ubywało.
Babcia sama musiała zajmować się pracami domowymi i wychowywaniem dzieci, w szczególności jak były małe – bez pampersów ani pralek automatycznych. Często wspomina, jak sama jeździła motorem do lekarza, po lekarstwa albo na  zakupy.  Dziadek zajmował się przede wszystkim zwierzętami, pracą w polu i budową domu. W latach 70-tych jeszcze nie było tak rozwiniętej mechanizacji, więc nadal ręcznie wykonywali sporo prac sezonowych. Często też babcia chodziła do zajęć na roli, gdyż warunki pogodowe wymuszały taką konieczność, a większość prac polowych należy do takich, których nie można odłożyć na później, szczególnie jak zaczynały się żniwa, sianokosy, zbiory ziemniaków albo buraków. Babcia nigdy nie stroniła od prac można powiedzieć „typowo męskich”, jeździła samochodem, ciągnikiem, obsługiwała sieczkarnię, śrutownik i wiele innych maszyn. Nie brakowało jej również zajęć domowych, chociaż dzieci już podrosły i pomagały w gospodarstwie, a nowinki technologiczne coraz bardziej ułatwiały życie.
Wraz z postępem moja babcia też się rozwija, uczy się nowych rzeczy, jest otwarta na postęp technologiczny, telefon komórkowy czy komputer nie są dla niej „obcą materią”. Kiedyś piekła chleb w piecu kaflowym, a teraz korzysta z mikrofalówki i piekarnika. Dawniej prała ubrania  tarką, a teraz pralka automatyczna upierze jej sama. Babcia jest żywym świadkiem błyskawicznego postępu w naszym kraju, od „całkowitego zacofania” do rozwoju technologicznego. Jednakże nadal potrafi wszystkich zaskoczyć i zrobić tradycyjne swojskie masełko albo twarożek.
Moja babcia jak większość ludzi ze wsi jest zaradna, odporna na wszelkie trudy, nie boi się żadnej pracy ani trudu, nigdy nie czuła się gorsza z powodu wiejskiego pochodzenia, nigdy nie narzeka na dawne czasy, chociaż dzieciństwo i młodość spędziła ciężko pracując. Chyba zbyt ciężko jak na dziecko – według współczesnych standardów. Nadal wspomina z sentymentem chwile z dzieciństwa i młodości, a my młodzi chętnie słuchamy, bo w ten sposób nie tylko poznajemy dawne życie, tak bardzo czasowo nieodległe, jednak dla nas bardzo nieznane i nie do wyobrażenia.
korekta do publikacji: Barbara Piórkowska

Projekt Metropolitanka
Metropolitanka to projekt herstoryczny (z ang. “her story” – „jej historia”, w przeciwieństwie do “his story” – „jego historia”), który opowiada o roli kobiet w historii, często pomijanej w akademickich, szkolnych oraz codziennych rozmowach. Herstory, czyli historie opowiadane z perspektywy kobiet, mają pełniej odmalować dzieje Pomorza.

Organizator

Projekt Metropolitanka Miasto Gdańsk

© 2023 Metropolitanka
All Rights Reserved. | Deklaracja dostępności

;